niedziela, 15 września 2013

bańki mydlane - ciąg dalszy

jakiś czas temu opisałam Wam moje nowe hobby - BAŃKI

i tak jak pisałam wcześniej, puszczanie wielkich baniek to frajda, ale zanim się zacznie zabawę to trzeba zrobić płyn

dzisiaj opis moich kilku prób i podpowiedzi też dla Was, czego lepiej nie próbować...

zacznę od sprawy podstawowej, czyli składnika jakim jest WODA
to czy wybierzecie wodę destylowaną czy skorzystacie z wody bieżącej w kranie, zależeć może od tego jaką wodę macie w kranie - to musicie sprawdzić już Wy sami!
warto zaznaczyć, że płyny do mycia naczyć, które używa się do produkcji bańkowego roztworu, mają przeznaczenie do użycia z wodą kranową - to tak dla zastanowienia się ;)
i pamiętajmy - woda musi być ciepła, nawet gorąco,a w niektórych przepisach czasem ma wrzeć ;)

kolejnym składnikiem jest wspomniany już płyn do mycia naczyń, ale najogólniej należy to nazwać DETERGENT
w sieci znajdziecie różne, które polecają... Fairy, Ludwik, a za granicą także Dreft, Down Ultra, Joy i jakieś Palmolive dziecięce...
generalnie musi to być "czysty" detergent - już pisałam o tym, że ma on być bez żadnych balsamowych i innych dodatków
i musi zawierać w sobie SLS - Ci którzy lubią produkty ekologiczne wiedzą, że to jest ten "najgorszejszy składnik z najgorszejszych składników"...ale cóż - bańkom on właśnie służy!
warto też porównać ceny - bo płynu schodzi dużo, a różne marki cenami się często znacznie różnią...

trzeci ważny składnik - występujący we wszystkich moich przepisach na płyn do baniek to GLICERYNA
im wyższe stężenie procentowe tym lepsza - apteczna ma jedynie 80% - 86%...
chociaż ta apteczna też się nada, to warto używać gliceryn roślinnych między 99,5% - 99,85% - dostępne w sklepach chemicznych, widziałam kilkakrotnie w dużych sklepach budowlanych z działem ogrodowym, albo na alledrogo - bo tam jest najtaniej ;-)


dzisiaj opiszę Wam drugą próbę stworzenia płynu idealnego - ze składnikiem, który może Was zaskoczyć...
 a mianowicie...

tak, tak - lubrykant :D
lubrykant ma w sobie substancję, którą profesjonalni bańkarze kupują i niczym chemicy-alchemicy odmierzają, podgrzewają, ważą, mieszają... a nazywa się ona Glikol - tak bardzo łopatologicznie wyjaśnię: to taki związek chemiczny, który zapobiega wysychaniu, a co ciekawe istnieje możliwość pozyskiwania go z gliceryny :-)
glikol propylenowy, który używany jest jako główny składnik tego lubrykantu, jest bezpieczny w kontakcie ze skórą - co ważne, jeśli chodzi o zabawy z dziećmi (ale muszę zaznaczyć, że płyn nie ma atestu!! robicie i używacie go na własną odpowiedzialność :P)
na pierwszy rzut poleciał ogólnodostępny, stosunkowo cenowo znośny (ja kupiłam za 16 zł na targowisku Wiatraczna...ale jego cena w drogeriach może być większa - myślę, że do 22 zł) - durex play

druga próba płynu składała się z:
- ciepła woda 450 ml
- ludwik miętowy 150 ml
- gliceryna roślinna 150 ml
- lubrykant durex play 40ml

mieszać wodę z gliceryna przez ok.5 minut, potem dodać płyn i delikatnie - tak by się nie pieniło mieszać przez kolejne 5 minut
następnie sprawdzić pod światło czy nie ma żadnych grudek i innych paprochów w roztworze i dodać lubrykant - dokładnie mieszając!

odstawić na noc, a najlepiej na całą dobę lub nawet dwie - aby nabrał mocy nasz płyn :)

powiem tak...zdjęć nie mam, bo sama go testowałam - może uda się jeszcze zrobić i pokazać Wam, jak wychodzą bańki - bo są piękne!
mają piękne refleksy tęczowe, mienią się jakby były z masy perłowej - no cudo!
także będziemy iść w tą stronę próbnych produkcji... (odpuszczę Wam przepisów z cukrem, mąką kukurydzianą czy żelatyną - od razu Wam napiszę, że to są bzdury, a nie przepisy na płyny i szkoda, Waszego czasu na ich testowanie - wierzcie! :P)

ale wydaję mi się, że gliceryny jest za dużo w przepisie...gdzieś wyczytałam, że gliceryny ma być w proporcjach 1:1 w stosunku do detergentu - aby miały trwalsze błony... no ale jednak moje banieczki były tak ciężkie, że przez to szybko opadały no i pękały - następnym razem spróbuję dać gliceryny mniej :-)

a Wy...testujecie jakieś przepisy na płyny?
będzie jeszcze kilka postów z płynami - bo zbliża się sezon bańkowy - temperatury między 15-20 st.C, duża wilgotność powietrza, lekki wiatr, słabe słońce...
będzie bajkowo-bańkowo :)

2 komentarze:

  1. Też używam z lubrykantem, do tej pory z Pepino, bo było tańsze i więcej w tubce :) I do tej pory uważam, że ten przepis jest najlepszy z jednego powodu: płyn z niego zrobiony nie psuje się! Potrafiłam niezłe bańki puszczać w kwietniu płynem zrobionym we wrześniu poprzedniego roku. Nie śmierdzi i łatwo potem wypłukać sprzęt. Owady i piana nie przeszkadzały też w puszczaniu porządnych baniek. I długo go wystarcza, 3l na 2 godziny non stop puszczania :) Jedyna wady to: cena [Pepino kosztował 115-16zł za 100ml, a Durex prawie 20zł za 90ml], bardzo szybko ręce i sprzęt stają się mydliste od używania płynu i trzeba mieć pojemniki na płyn i możliwość noszenia go [butla 5litrowa jest mało poręczna, dwie butelki 2,25l łatwiej się mieszczą do plecaka].

    OdpowiedzUsuń
  2. I zgadzam się co do przepisu z żelatyną - płyń nawet tygodnia nie wytrzymał i musiałam go wylać, bo zrobił się mazisty i zaczął śmierdzieć zepsutą żelatyną :/. Mógłby być dobry do puszczania na następny dzień.

    OdpowiedzUsuń