inspirowalam sie tym przepisem jednak jak to u mnie bywa, ja nie moge nic zrobic wedle przepisu :D
bo albo mi nie wychodzi, albo czegos mi brakuje, albo czegos mam za duzo, albo robie na oko, etc...
tak tez bylo i tym razem :)
smietanka nie ubila mi sie, bo zrobilam...maslo xD
dzieciongi przelaczyli malakser na wyzsze obroty i sie stalo, hahaha :)
a użyłam niecały kubek śmietanki 30% tluszczu i dorzuciłam do niego niewiele, w sztukach nawet pamiętam, bo jakieś 7-9 niteczek szafranu i to trzeba bylo ubic, no ja...to wrecz ubilam na amen ;)
dodalam do tego opakowanie, 250g serka mascarpone i znow zmiksowalam na gladka mase i dodalam jeszcze 7 łyżek cukru - zostawilam w całości, aby szafran poleżakował
ciasto kruche miałam zrobione już w poniedziałek - i takie schłodzone z lodówki ładnie nam się z dzieciongami rozkładało do foremeczek
przepis na ciasto...? znowu mam z tym problem, bo kruche ciasto robie na oko ;)
proporcje sa takie 1:1:2 - masło:cukier:mąka i dodaje dla "uszlachetnienia" 1 żółtko na kubek mąki
w tym przypadku zrobiłam akurat kubek cukru, kostka (chyba to było 200g) masła i 2 kubki mąki (ciasta zostało, więc jutro będzie powtórka zapewne!) i dodałam 2 żółtka, a robię to tak: żółtka z cukrem ucieram, potem dodaję przesianą makę i pokrojone w drobną kostkę zimne masło, szybko wyrabiam i do lodówki - czasem dodaję łyżeczkę sody oczyszczonej lub proszku do pieczenia (tym razem akurat nie dawałam) i czasami trzeba dodać śmietany, dla zawiązania całości, jeśli jest zbyt sypkie - i tak też było tym razem i dodałam 2 duże łychy śmietany 18%
wiem, że przepis na ciasto z kosmosu - ale ja tak trochę mam...generalnie, takie ciacho zawsze mi wychodzi :D
foremki srebrne wysmarowałam sreberkiem po maśle i z dzieciongami paluchami rozkładaliśmy ciasto, a potem wrzuciliśmy do nagrzanego na 220stopni piekarnika na 10 minut, a potem skręciłam piekarik na 150stopni i zostawiłam na kolejne 10minut (mam dziwny piekarnik - więc się tym komplketnie nie kierujcie :D)
następnie wyciągnęłam z foremek tartelinki, nałożyłam masy szafranowej i poukładałam z Dzidzongiem brzoskiwnie z puszki, które Dziabong kroił samodzielnie...
było pysznie i jakoś tak...wykwintnie :D
![]() |
gotowe do podania! |
![]() |
om-nom-om-nom-nom ;) |
![]() |
z pozdrowieniami dla Cioci H. polecą zapakowane w wioenną serweteczkę (to od niej mamy szafran w pięknie pomalowanym słoiczku z Wodnikiem Szuwarkiem :)!) |
![]() |
talerz wyczyścimy do ostatniej kropelki! |
![]() |
palce lizać :D |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz